Ala i Adam – włoska historia

“Ile lat my się już znamy…” i tak rozpoczynaliśmy każde spotkanie. No ale to prawda! Adama znam od czasów zerówki, Alicję od gimnazjum, niemalże połowę życia. I to było dla mnie naprawdę duże wyróżnienie móc znaleźć się w gronie najbliższych, wśród których postanowili spędzić ten ważny dzień 🙂

I pamiętam, że na kilka miesięcy przed ślubem zaprosili mnie do siebie na kawę mówiąc, że mają do mnie sprawę. I na dzień dobry usłyszałam też “Madzia bo my byśmy chcieli sesję we Włoszech. W Positano, kojarzysz taką miejscowość?”. No i zamarłam. Przecież to pinterestowe spełnienie marzeń każdego fotografa!! I nie taka łatwa podróż, bo przecież nie ma bezpośredniego samolotu na wybrzeże Amalfi. Idąc przez życie z hasłem “dla chcącego nie ma nic trudnego” poszukaliśmy lotów i wybraliśmy termin. Pamiętam, że do ostatniej chwili nie chcieli mi powiedzieć, że lecimy do Neapolu, ale śpimy w Pompejach, a nasz hotel na widok na Wezuwiusz i ogromny ogród! Bałam się kolejnych wiadomości, bo te dwie były wystarczająco szokujące, żeby skakać z radości. Nie obyło się bez przygód, brak naszego auta i zamknięta wypożyczalnia samochodów na lotnisku, zatrzaśnięte drzwi tarasowe i telefon awaryjny w środku nocy do właściciela, kilka upadków ze schodów, odcisków, brak możliwości kupienia alkoholu po 22 w miejscowych sklepach… ale wiecie – suma sumarum dzięki temu właśnie podróże kształcą. I jesteśmy bogatsi w doświadczenia planując następne podróże 😀

Tyle o organizacji. Poniżej wrzucam Wam prawie wszystkie zdjęcia, które zrobiliśmy na tej sesji. Część pierwszą wykonaliśmy w niesamowicie malowniczym Positano. Kręta droga i drogie parkingi naprawdę były warte zachodu! Ale wiecie.. będąc w takim miejscu nie można skończyć pracy tylko na jednej lokalizacji. Do naszego hotelu przyjechaliśmy w środku nocy, przez co dopiero rano pokazał nam się NIESAMOWITY widok. Ogród, o którym pisał właściciel to w zasadzie nie był ogród. To był gaj, jak dla mnie raj na ziemi. Naliczyłam ponad 50 drzew mandarynkowych, świeże figi na drzewach, oliwki jeszcze dojrzewające no i ten widok…. Po przerwie obiadowej wyprosiłam Alę i Adasia jeszcze o zachód słońca. Temperatura dawała się we znaki ale nasz cudowny właściciel przyniósł winko i pękał z dumy, że jego ogród jest miejscem naszej sesji. Zakochałam się we wszystkich widoczkach, jakie tam były. Na pewno kiedyś wrócę w tamto miejsce, wam także serdecznie polecam!!

Także oglądajcie a tych, co nie śledzili nas na IG – w zapisanych stories jest także relacja wideo z całego wyjazdu 🙂

ściskam mocno!

Post A Comment